• Wpisów:10
  • Średnio co: 48 dni
  • Ostatni wpis:17 dni temu
  • Licznik odwiedzin:1 817 / 537 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
znów tu jestem i znów minęło pół roku.
chyba nigdy w moim życiu nie wydarzyło się tak wiele jak w przeciągu tych 6 miesięcy, nawet nie wiem jak to streszczać.
Moje najdłuższe wakacje w życiu minęły mi dość dobrze. Odnowiłam znajomość z Michałem i tym razem było między nami trochę inaczej, właściwie udawaliśmy, że nic większego się między nami nie wydarzyło poprzedniego lata, zaczęliśmy od początku, głównie dlatego, że ja to tak rozegrałam.
Było kino (razy dwa), po kinie długie rozmowy w jego samochodzie, długi wieczorny spacer, wypad nad rzekę w pakiecie z piwem i wspólne opalanie się, dużo komplementów z jego strony, troska o mnie, czułam się adorowana and that was good. Dał mi poczuć się ważną, chociażby wtedy kiedy wracałam z Krakowa i przyjechał po mnie na dworzec, choć nie musiał, to było takie.. dobre, nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego, przyzwyczaiłam się do tego, że się nie liczę, a on pozwolił mi poczuć się inaczej.
I tak upłynęły wakacje, w między czasie zdałam ładnie maturę, dostałam się na wymarzone studia, zaliczyłam trzy (3!) koncerty. Sierpniowy kosztował mnie najwięcej stresu, gdyż wybrałam się na niego sama, ale przełamałam się i w ten sposób poznałam Ewę z którą świetnie się bawiłam.
Przyszedł wrzesień, nadszedł moment przeprowadzki do Krakowa. Podołałam. Październik - studia. Również podołałam. Obeszło się bez płaczu, poczułam się w miarę stabilnie. Choć chciałam zacząć to troszkę inaczej, być inna, obudzić w sobie ekstrawertyczną naturę, integrować się, ale chyba wymagałam od siebie za dużo, to mnie przygniotło, ta część osób z roku która się najbardziej zintegrowała, ich sposób bycia, za bardzo się różnimy, więc klapa. Ale mam przynajmniej 2 osoby z którymi mam dobry kontakt, i tego się powinnam trzymać.
Spotkałam się też z Michałem, kilka razy. Tak jak obiecał oprowadził mnie po Krakowie, pokazał wiele fajnych miejsc. Byliśmy w paru klubach, gdzie ja upijałam się po jednym piwie i plotłam trochę głupoty, ale cóż. Jeden z naszych wypadów skończył się tym, że błąkaliśmy się po Krakowie o 2 w nocy, nie mogąc złapać żadnego autobusu, więc wróciliśmy na nogach.
Było też kino po którym zaprosił mnie do siebie, piliśmy jakieś wino, gadaliśmy a w tle leciało Led Zeppelin, ah. Zostałam na noc, ale spaliśmy na osobnych łóżkach, bo tak chciałam.
Teraz nasze relacje się trochę jebły, nie widzieliśmy się od 2 miesięcy, choć czasem piszemy ze sobą, ale znów pokazuje mi się od tej strony gdzie przestaję być dla niego ważna. Pogodziłam się ze stanem rzeczy, choć chyba nie do końca skoro śni mi się praktycznie co noc...
Anyway, w międzyczasie poznałam jeszcze Tomka, który przyszedł założyć nam internet w mieszkaniu, a skończyło się tak, że zostawił mi swój numer XD Było kino, trochę smsowania, wypad na targi książki, ale jednak uznałam, że nie jest w moim typie, tak też od ponad miesiąca nie mamy kontaktu. Ale to dość podbudowało moją wartość, skoro spodobałam się już drugiemu chłopakowi, to może nie jest ze mną tak źle, heh.
A, i mam fajne współlokatorki w towarzystwie których czuję się dobrze, i za to jestem wdzięczna, bo nie chciałabym mieszkać z kimś przy kim nie mogę czuć się komfortowo i po prostu sobą.
Podsumowując, był to rok pełen zmian, wewnętrznych jak i zewnętrznych, zrobiłam progres i są rzeczy które sprawiają, że jestem dumna z samej siebie. Czuję też, że trochę dorosłam.
Nie chcę oczekiwać zbyt wiele od 2018, po prostu chcę iść do przodu, nie cofać się.
 

 
minęło pół roku odkąd pojawił się tu ostatni wpis, w tym czasie trochę się wydarzyło. Po pierwsze, jestem już ponad miesiąc po maturze i skończeniu szkoły, wow, dość dziwnie, że to tak już, koniec, a jeden z najważniejszych egzaminów mojego życia mam już za sobą, na szczęście w miarę opanowałam stres i było go mniej niż się spodziewałam. Teraz muszę się jakoś ukierunkować, w planach są studia którym dotyczy wiele wątpliwości, gdzieś tam w głowie wciąż mam tą myśl, że sobie nie poradzę, ale jednocześnie wiem, że nie mam zbytnio innego wyjścia.
Nawiązując do ostatniego postu i postanowień, niektórych zdrowych nawyków wciąż się trzymam, nie jadam smażonego ani zbyt tłustych rzeczy, co do ćwiczeń - poddałam się, ale nie zamierzam się do niczego zmuszać, na ćwiczenia może przyjść jeszcze czas.
Jeśli chodzi o zmiany w moim myśleniu to wszystko idzie powolutku w dobrym kierunku, na pewno w lepszym niż do tej pory. W tym miesiącu zaliczyłam dwa koncerty, a to akurat ma wiele wspólnego z pokonywaniem moich lęków. Organizacja wyjazdu do Warszawy spoczywała na mnie, krótka wycieczka po stolicy również! Musiałam też napisać do innej znajomej w sprawie drugiego koncertu. Chyba mogę być z siebie w jakiś sposób dumna, nie powiedziałam sobie "boję się, zostaję w domu" tylko wyszłam do ludzi i dobrze się bawiłam Oprócz tych 2 koncertów, czeka mnie jeszcze jeden w sierpniu, który zapowiada się na o wiele większe wyzwanie, bo na obecną chwilę nie mam z kim jechać...
Michał, ten na którego temat pojawiło się tu wiele postów, wciąż gdzieś tam jest obecny w moim życiu, choć od tamtej pory spotkaliśmy się tylko raz i głównie piszemy. To cholernie skomplikowana sytuacja, potrafi być mega miły, nawet proponował mi, że po mnie przyjedzie autem na koncert, i ogólnie interesują go moje wyjazdy na koncerty, co mi się podoba bo potrzebuję takiej uwagi, ale momentami wyczuwam jakąś taką nachalność z jego strony, nie wiem, nawet zakłamanie? nie mam pojęcia jakie są w końcu jego intencje, nie odzywał się do mnie przez pół roku, a teraz piszemy jakby nigdy nic, i chce się spotkać proponując nalewkę, ale oczywiście wolę rozmawiać z nim na trzeźwo. Ostatnio gdy pisaliśmy troszkę się otworzyłam, napisałam, że boję się studiów, że jestem nieśmiała, niepewna siebie, a on, że on również taki jest, w co jakoś w ciąż nie mogę uwierzyć, no ale może... niektóre rzeczy mogłyby na to wskazywać. Ale jest bardzo przydatny jeśli chodzi o studia, nawet trochę mnie w tym wspiera, w końcu już sam jest studentem i wie co i jak. Czas pokaże, jak to się potoczy, ale aktualnie nie chcę się bawić w żadne związki.
Kolejne posty chciałabym poświęcić na zrelacjonowanie moich koncertów, są to dla mnie bardzo ważne wydarzenia
 

 
Wraz z nowym rokiem pojawiło się kilka postanowień. Właściwie nigdy nie robiłam postanowień, ale co mi szkodzi zrobić tym razem? To dobry moment na zmiany, nawet te malutkie. Oczywiście niczego nie chcę sobie obiecywać, by potem się na sobie nie zawieść, a to boli najbardziej.
Rok 2017 będzie dość przełomowy, czy tego chcę czy nie, w maju matura, i jeśli dobrze pójdzie to studia? wyprowadzka? nowe życie? rok pełen niewiadomych, troche mnie to przeraża, ale cokolwiek bym nie zrobiła, nie jestem w stanie uciec od dorosłości.
Jedno z moich postanowień to postarać się by moje kompleksy nie wygrywały ze mną i by nie odgrywały żadnej roli w nawiązywaniu znajomości, bo aktualnie tak jest, wolę siedzieć w domu bo bezpieczniej jest dla mnie nie pokazywać się nikomu na oczy. Chociaż w pewnym sensie rok 2016 był przełomowy pod tym względem, spotkałam się z znajomymi poznanymi w internecie, za wszelką cenę próbując zepchnąć na drugi plan fakt, że nie podobam sie sobie i wstydzę się swojego wyglądu. W listopadzie przed koncertem twenty one pilots udało mi się to na cały jeden dzień, wow. Po prostu na stałe potrzebuję w okół siebie ludzi dla których wygląd na prawdę nie ma znaczenia, a tu gdzie mieszkam jest pełno szczupłych, wytapetowanych lal, które mam wrażenie, patrzą się na mnie z góry, a chłopaki? dlaczego mieliby zwracać na mnie uwagę kiedy mają w okół pełno "ładnych" dziewczyn.
Postanowienie numer dwa to pokonywanie swoich lęków, jestem bardzo strachliwą osobą (i nie, nie chodzi tu tylko o pająki), chodzi o poznawanie nowych ludzi, nowych miejsc, znajdywanie się w nowych sytuacjach, bycie zdaną na samą siebie. W marcu ubiegłego roku samotnie przebyłam 7h podróż do Warszawy (nigdy tam nie byłam) do swojej ówczesnej przyjaciółki, a głównym celem podróży był koncert zespołu Hurts, mój pierwszy w życiu koncert. Zrobiłam to, pokonałam tyle lęków by się tam wybrać i nabrałam większej odwagi do takich przygód, skutkiem czego był drugi koncert w listopadzie, również w Warszawie, tym razem z osobą którą znałam się o wiele krócej. Aktualnie czekam na inną koncertową okazję
Postanowienie numer trzy to dieta i ćwiczenia, ale przede wszystkim zdrowsze odżywianie się. Aktualnie mam za sobą 4 dni ćwiczeń i jakieś 2 tygodnie zdrowszego odżywiania się. Czytam dużo o zdrowiu i staram motywować siebie samą. Planuję schudnąć 10kg, myślę, że tyle wystarczy bym poczuła się lepiej w swoim ciele. Ostatnio kupiłam sobie nawet specjalny sportowy stanik by lepiej mi się ćwiczyło, muszę jeszcze tylko kupić sportowe buty. Pobrałam wiele zdrowych przepisów i nie mogę doczekać się, aż je wypróbuję
W 2017 chcę być choć trochę lepszą wersją siebie, trzymajcie kciuki
+ piosenka która towarzyszyła mi pod koniec 2016 i wciąż towarzyszy
 

 
minęły ponad 3 miesiące od ostatniego wpisu, ale trochę się wydarzyło i nawet nie miałam ochoty o tym pisać.
Moje relacje z Michałem są dość dziwne i niejednoznaczne, a aktualnie właściwie ich brak.
Nasze ostatnie spotkanie miało miejsce pod koniec sierpnia. Zaprosił mnie na film, obejrzeliśmy, było miło. Odprowadził mnie i przed pożegnaniem pocałowaliśmy się i przez jakąś godzinę nie mogliśmy się od siebie oderwać. Nigdy nie miałam chłopaka, więc to było dla mnie całkiem nowe uczucie, sam pocałunek nie należał do najlepszych pierwszych pocałunków, możliwe, że to dlatego, że oboje nie mamy w tym doświadczenia, ale przyjemnie było się w niego wtulić i przeczesywać palcami jego brodę (damn, zawsze chciałam coś takiego zrobić chłopakowi haha). Najsmutniejsze było w tym to, że ja nie do końca czułam tą sytuację, właściwie to przytulałam się do niego jak do przyjaciela, w przeciwieństwie do niego nie czułam żadnego pociągu seksualnego. Trochę rozplątał nam się język i zaczęliśmy planować naszą dalszą znajomość,powiedział, że będę przyjeżdżała do niego do Krakowa, a on będzie mi gotował. Brzmi fantastycznie, nie?
Bańka tak jakby prysła, możliwe, że z mojej winy, ta sytuacja to było chyba dla mnie za dużo, nie czuję się gotowa na takie zmiany.
Przy pierwszej następnej rozmowie na fb i jego chęci ponownego spotkania się ze mną wymyśliłam wymówkę (nawet trochę usprawiedliwioną, miałam zamieszanie w związku z koncertem i wyjazdem do warszawy). Przy jednej z kolejnych rozmów chciał bym odwiedziła go w Krakowie, w tym przypadku odpowiedź jest oczywista, nie będę wyjeżdżać do obcego mi miasta do chłopaka którego tak właściwie ledwo znam. Pisaliśmy jeszcze z kilka razy i właściwie wszystko było między nami w porządku, ale od jakiegoś miesiąca nie mamy ze sobą kontaktu. Wrócił na weekend z Krakowa i nawet nie napisał. Teraz pewnie wrócił na święta i również nie napisał. Nie wiem dlaczego, ale może to i dobrze, nie czuję się gotowa na głębszą relację z nim. Chyba potrzebuje dorosnąć do miłości i związków.
 

 
następnego dnia po wspólnie spędzonej z Michałem nocy filmowej targały mną skrajne uczucia, z jednej strony szczęście, bo on sprawia, że czuję się adorowana, a nigdy nie miałam okazji się tak czuć, a z drugiej strony strach przed tym wszystkim, moje lęki nie do końca pozwalają cieszyć mi się znajomością z Michałem, mój brak pewności siebie, niska samoocena, było mi z tym ciężko (wciąż jest, choć z czasem trochę mniej, ale jednak). Nie wchodziłam na facebooka, nie chciałam z nim pisać, jednak on i tak znalazł sposób na skontaktowanie się ze mną i przyszedł z pytaniem, czy nie wybiorę się z nim na rower. Oczywiście, że się zgodziłam, byłabym głupia gdybym tego nie zrobiła. Przejechaliśmy tam i z powrotem ok. 30km, zabrał mnie nad staw, piękne miejsce. W trakcie dużo rozmawialiśmy, o wszystkim.
Tego dnia miał wyjechać do rodziny, więc to było nasze ostatnie spotkanie na jakiś czas, tym czasem okazały się być tylko 4 dni, ale odczuwałam ogromną pustkę. Napisał do mnie i rozmawialiśmy do 1 w nocy. Powiedział, że we wrześniu musi wrócić na chwilę na studia do Krakowa, a potem wraca by, jak to określił "denerwować mnie przez resztę września", bo w październiku już studia. Gdy wróci we wrześniu chce mi zrobić jakiś prezent, kupić mi coś w Krakowie, zaproponował, że może jakąś płytę mojego ulubionego zespołu, ale zeszłam z tematu i zgodziłam się na krakowskiego obwarzanka, nie chcę by wydawał na mnie pieniądze.. Nasza rozmowa zakończyła się na tym, że zapytał mnie o zdrobnienie mojego imienia, i od teraz ciągle go używa, to urocze.
  • awatar Keight: o mamo, cudownie! cieszę się Twoim szczęściem, to po prostu nieziemskie, tak właśnie wyobrażam sobie miłość nie pozwól by Twoje niepewności zniszczyły tak cudowną znajomość, dla niego jesteś idealna taka jaka jesteś
  • awatar RedRose000: Urocze to jest,masz rację :) Moim zdaniem powinnaś dać tej znajomości szansę i żyć tym co jest teraz :)
  • awatar Dear Dairy: Mysle ze bedzie dobrze. Taka znajomość dobrze Ci zrobi
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
przygód z Michałem ciąg dalszy.
11 sierpnia, tego dnia wybrałam się do miasta na zakupy, wiedziałam, że on też tam będzie, ale błagam, miasto jest duże, nie martwiłam się o to, że go spotkam. Jak bardzo się myliłam kiedy jadąc autobusem zauważyłam go na przejściu dla pieszych (stał z jakąś dziewczyną, ale mam nadzieje, że to nieistotne), wysiadłam niedaleko i zaczęłam wprost uciekać w przeciwnym do niego kierunku, naprawdę nie chciałam go spotkać. Godzinę później byłam w galerii, pomyślałam, że lepiej jak szybko się ze wszystkim uwinę bo jeszcze będzie tak zabawnie, że on też tu przyjdzie. Wychodzę z galerii, a tak kto? nikt inny jak Michał (i ta koleżanka), zakryłam twarz udając, że rozmawiam przez telefon i przeszłam jakieś 5 metrów od niego. Zaśmiałam się w głos z tej sytuacji. Duże miasto a my dwa razy byliśmy w tym samym miejscu i o tym samym czasie.
Ten sam dzień, godzina 17, Michał pyta czy nie mam planów na wieczór i proponuje obejrzeć wspólnie film. Złapał mnie stres, wieczorne oglądanie filmów z chłopakiem który ci się podoba nie należy do najłatwiejszych rzeczy, zwłaszcza, gdy nienawidzisz własnej osoby i bycie częścią tej znajomości od samego początku napawa cię pewnego rodzaju lękiem, lękiem przed tym, że z tego mogłoby być coś więcej. Do ostatniej chwili nie byłam przekonana, ale zgodziłam się, raz się żyje prawda?
Wyszedł po mnie, zaprowadził do pokoju, zrobił herbatkę i włączyliśmy W Pierścieniu Ognia, uwielbiam serię Igrzysk Śmierci i obejrzeliśmy drugą część ze względu na mnie (to miłe, że poszedł na kompromis). I było lepiej niż wydawało mi się, że będzie. Siedzieliśmy na kanapie stykając się ramionami, komentowaliśmy film, on wplątywał swoje wersje strategii wojennych jakie powinny zostać zastosowane w filmie, mimo, że chciałam by się przymknął to i tak w moich oczach to było urocze, typowy historyk.
Miałam wrażenie, że przez cały czas było czuć między nami jakieś napięcie, on trochę się wiercił bo nie wiedział do końca co zrobić z rękami.
Film się skończył, i naprawdę miałam iść do domu, ale zaproponował obejrzenie drugiego filmu i skończyliśmy oglądając jakiś kiepski (w mojej opinii) horror. W trakcie oglądania położyłam głowę na oparcie jego kanapy, i od czasu do czasu widziałam jak na mnie zerka. W pewnym momencie nasz wzrok się spotkał, i lekko się speszył po czym powiedział, że myślał, że zasnęłam.
Gdy wychodziłam, to w trakcie schodzenia po jego schodach złapał mnie lekko pod boki mówiąc, że będzie mnie asekurował bym nie wpadła, bo dość dziwne ma te schody, i nie wspominając o tym jak wszędzie otwierał mi drzwi, cholerny dżentelmen.
Odprowadził mnie pod sam dom i jeszcze chwilę rozmawialiśmy, znów nie bardzo spieszyło mu się z pożegnaniem mnie, więc staliśmy jak ciołki i próbowaliśmy o czymś rozmawiać i padło na niebo i oglądanie gwiazd. W pewnym momencie tak sam z siebie poprawił mi kaptur, to było tak urocze, i w tamtej chwili poczułam się kochana (rzadko doświadczam tego uczucia, ok, nigdy) i zakochałam się.
 

 
Następnego dnia od poznania Michała dostałam od niego zaproszenie na facebooku, miło, że pamiętał by mnie dodać. Cały dzień czekałam na jakiś odzew od niego, niestety nic. Oczywiście znów poszłam na huśtawkę, niestety tym razem nie przechodził obok. Wracając do domu zobaczyłam spadającą gwiazdę i pomyślałam o nim.
9 sierpnia, napisał do mnie na facebooku, rozmawialiśmy głównie o muzyce, jest fanem Judas Priest i powiedział, że pożyczy mi składankę z ich piosenkami. W pewnym momencie zaprosił mnie na rower, wow, chłopak który mi się podoba zaprasza mnie na rower, można się domyślić mojej reakcji .
Pojechaliśmy do pobliskich miejscowości, on zna mnóstwo dróg na skróty i fajnych miejsc, zajechaliśmy aż nad rzekę San. Nasza droga powrotna była zatorowana, więc zrobiliśmy mały postój obok ogromnych tuneli, były ciemne w środku, ale przeszliśmy jeden wzdłuż. Potem rozmawialiśmy u wejścia do jednego z tuneli, opowiadaliśmy sobie nasze sny, było przyjemnie. Jednak zrobiło się już naprawdę ciemno i musieliśmy wracać główną ulicą. Po powrocie spędziliśmy jeszcze kilka godzin na rozmowie, usiedliśmy na murku i poruszyliśmy wiele tematów. W pewnym momencie pomyślał, że jest mi zimno i spytał czy mi czegoś nie przynieść, to było takie kochane. Kiedy coś mówiłam to on tak bardzo odwracał się w moim kierunku i skupiał uwagę jak mówię.. a gdy widziałam w krzakach jakąś jasną plamę i mu pokazałam palcem i spytałam co to, to on sie tak zbliżył, że dotknęliśmy sie głowami.
Mówiliśmy o duchach, opowiadaliśmy sobie jakieś historie, mówiliśmy o studiach, on mówił o tej swojej historii którą studiuje i o książkach jakie przeczytał.I tak jak przy ostatnim naszym spotkaniu nie mogliśmy się pożegnać. A kiedy wstawałam z tego murku, to złapał mnie lekko za rękę i spytał "pomóc ci?", to było takie.. ahhhh.
I wtedy zdałam sobie sprawę, że chyba się na poważnie zauroczyłam.
 

 
pisząc ostatnią notkę jeszcze nie wiedziałam co mnie spotka dokładnie 2 dni później. i kurcze, życie to jakiś rollercoaster, przysięgam.
więc zacznę od początku.
7 sierpnia wybrałam się na huśtawkę (jak to mam w zwyczaju czasem robić), było dość ciemno i trochę się wystraszyłam kiedy przez moje podwórko przeszło kilka osób, po chwili zrozumiałam, że to moi nowi sąsiedzi, nasze podwórka łączy bramka więc po prostu przeszli na skróty. Jedną z tych osób był chłopak który podobał mi się trochę od nieco ponad roku (prawie go nie widywałam, więc to nie było żadne poważne zauroczenie). Wiedziałam wcześniej, że to on jest moim nowym sąsiadem, zdarzało mi się zerkać przez okno kiedy kosił trawę , ale nigdy nie mieliśmy okazji się spotkać, nawet nie miał pojęcia, że tu mieszkam. Tego wieczoru gdy przechodził zobaczył mnie, był chyba lekko zaskoczony, chyba nawet mi pomachał, ale poszedł dalej. Nasza znajomość zaczęła się od tego, że wrócił jakieś 10 minut później i zapytał mnie czego aktualnie słucham, od tego momentu zaczęliśmy długą rozmowę o wszystkim, głównie muzyce, filmach i studiach. Był dość zdziwiony i ze 3 razy pytał mnie, czy ja naprawdę tu mieszkam, jakby nie mógł w to uwierzyć. Tego dnia miał ognisko, więc było czuć od niego alkoholem, ale umysł miał dość trzeźwy i miło się z nim rozmawiało... przez 4h aż do 2 w nocy. Przedstawiliśmy się sobie dopiero gdzieś po godzinie rozmowy, na imię mu Michał. Pod koniec zaczęliśmy oglądać gwiazdy i komplementować nocne niebo, stał dość blisko mnie i cała ta sytuacja była po prostu urocza, równie urocze było to kiedy po raz dziesiąty mówiłam, że już muszę iść, a on niekoniecznie chciał się żegnać, jednak ostatecznie otrzymałam od niego "słodkich snów".
I tak zaczęła się fajna znajomość, która wywołuje uśmiech na mojej twarzy i sprawia, że moje serduszko bije inaczej niż wcześniej.
Opiszę highlighty tej znajomości w kolejnych postach
 

 
jest około 3 w nocy, a ja weszłam na facebook Konrada i myślę o tym jak bardzo za nim tęsknie, za jego uśmiechniętą mordką, czarnymi oczami w których dostrzec można było błysk, jego nosem na którym skupiałam często uwagę zerkając na niego, minął jakiś rok odkąd miałam okazję mu się dobrze przyjrzeć, kształt jego nosa zaciera się w mojej pamięci. Ale wciąż pamiętam jego głos, w którym również jestem zakochana, chociaż nie zdawałam sobie sprawy z tego, że to jest możliwe, by kochać kogoś głos równie mocno jak człowieka.
Przeglądam jego profil, na moje szczęście brak zdjęcia profilowego, choć jakaś masochistyczna część mnie chce by ono tam było.
Ostatnio udostępniony post - 28 lipca, piosenka Moddi - Smoke, nie mam ochoty na przesłuchiwanie, ale dodał również opis "Hey love, stay the fuck out of my home, I've told you a thousand times." Okazuje się, że jesteśmy w tej samej sytuacji, zastanawiam się kim ona jest.
Udostępnił też 2 piosenki Bena Howarda, i tu jest mój czuły punkt, kocham muzykę Bena i nie znam nikogo w moim otoczeniu kto by go znał, ale jednak on go zna, ON. Chciałabym by wiedział, że ja również go słucham, ale on się nie dowie, już zapomniał o moim istnieniu.
Zjeżdżam w dół profilu, kolejne piosenki Bena, kolejni inni wykonawcy i ich piosenki... niewiarygodne, piosenki które nie są powszechnie znane, ale ja je znam i jak się okazuje on też. Kings of Leon - Closer. Han Solo - Sam. Jose Gonzalez - Heartbeats. Zatrzymuję się przy piosence Bena "Am I in your light" słucham, teraz, pisząc, czuję tą piosenkę, dotyka mnie i jest mi po prostu smutno. tęsknię i chciałabym być w jego świetle.
 

 
dobra, zrobiłam to, założyłam tu konto by uciec, móc gdzieś przelać swoje myśli i być przy tym anonimowa.